Kuchnia południowoafrykańska ma cztery korzenie: rodzime afrykańskie zboża i gulasze, jedzenie osadników holenderskich i hugenockich, kuchnię Cape Malay przywiezioną przez ludzi zniewolonych w Indonezji i Malezji oraz jedzenie indyjskie robotników kontraktowych przybywających do Natalu od 1860 roku. Nie tyle zlały się w jedną kuchnię, ile trwają obok siebie.
Braai
Braai to grill, a zarazem forma towarzyska; słowo jest czasownikiem, rzeczownikiem i okazją. Robi się je na drewnie albo węglu, nigdy na gazie, a osoby stojącej przy ogniu się nie zmienia. Standardem jest boerewors, zwinięta w spiralę farmerska kiełbasa z grubo mielonej wołowiny z kolendrą i goździkami, obok kotletów jagnięcych, steków i sosaties, czyli szaszłyków marynowanych w curry z morelami. Do tego pap, gęsta kasza kukurydziana, z sosem pomidorowo-cebulowym oraz chakalaka, pikantna surówka warzywna. Dzień Braai obchodzi się 24 września, w Dniu Dziedzictwa.
Potjiekos
Trójnożny żeliwny garnek stawiany wprost w węglach i zostawiony na godziny, układany warstwami z mięsa i warzyw, nigdy niemieszany. Wywodzi się z gotowania holenderskich osadników w drodze i pozostaje weekendowym rytuałem.
Cape Malay
Kuchnia społeczności z Bo-Kaap jest aromatyczna, nie ostra. Bobotie to przyprawione mięso mielone z suszonymi owocami pod zapieczonym kremem jajecznym, podawane z żółtym ryżem i rodzynkami — można je uznać za danie narodowe. Denningvleis to kwaśny gulasz jagnięcy, a koeksisters to plecione pączki nasączone syropem, różne od malajskiego koesistera, który jest korzenny i obtoczony w kokosie.
Durban i kuchnia indyjska
Durban ma największą populację indyjską spośród miast poza Indiami i własną tradycję curry, ostrzejszą od kapsztadzkiej, mocno opartą na chili i masali. Bunny chow to wydrążona połówka bochenka białego chleba wypełniona curry, wymyślona po to, by robotnicy niewpuszczani do restauracji mogli zabrać posiłek; je się je rękami i sztućce nie występują.
Przekąski i podstawy
Biltong to suszona na powietrzu peklowana wołowina lub dziczyzna, bliższa włoskiej bresaoli niż jerky, a droewors to jego kiełbasiana wersja. Poza bunny chow codziennym posiłkiem w townshipach jest kota, ćwiartka bochenka wypełniona frytkami, mortadelą i marynatą atchar. Pap i shisa nyama, czyli mięso kupowane na wagę w rzeźni i grillowane na miejscu, to standardowe weekendowe jedzenie w Soweto i warto go poszukać.
Napoje
Wino z Przylądka jest światowej klasy i tanie w skali międzynarodowej. Rooibos, herbata z krzewu rosnącego wyłącznie w Cederbergu, jest bezkofeinowa i pije się ją wszędzie. Do listy dochodzą Amarula, likier śmietankowy z owoców marula, oraz piwa rzemieślnicze z szybko rosnącej sceny. Woda z kranu w większych miastach jest zdatna do picia.